poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Księga  I
Stronica  II  "Powrót"



Świt, dość nieśmiało, wkrada się swoim blaskiem między drzewa, oświetla ośnieżone szczyty gór i biegnie przy strumyczkach. Mgła rozstępuje się ospale i powoli znika. Słońce wbiega w podskokach jak mała dziewczynka na świat rozpoczynając nowy dzień...
-Vebrego? Wróciłaś?
Łagodny, dźwięczny głos odbił się echem od skał bijących przeszywającym chłodem. Odwracam się. Z ciemnego korytarza wychodzi starsza elfka. Pasma długich, ciemnych włosów zaczesane są zgrabnie do tyłu, a między nie wpleciona jest biała róża. Błyszczące oczy skrywają długą historię jej życia. W dłoniach trzyma lśniącego białego ptaszka.
-Wróciłam Teronio, już wróciłam.
Posyłam jej jeden z moich słodkich uśmiechów o poranku, lecz ona podejrzliwie lustruje mnie przenikliwym wzrokiem.
-Rozcięłaś sobie dłoń... Pokaż...
Błyskawicznie zakrywam ranę drugą dłonią. Czuję jak rozdarcie szczypie. Nie zdążyłam jej opatrzyć, wczoraj byłam zbyt zmęczona, by to zrobić. Delikatnie odsuwam się na bok. 
-Nic mi nie jest, naprawdę.
-Co ty znowu robiłaś? Gdzie się włóczysz? Gdzie się podziewasz?
Niepewne oczy nieruchomo wpatrują się we mnie. Teronia od dawna coś podejrzewa.
-Mówiłam ci, że idę w góry-jak zwykle. Niepotrzebnie się o mnie martwisz.
-Jak mam się o ciebie nie martwić? Jesteś moją wychowanką...
-Jestem już dorosła.
-Ha i w tym problem, moja droga. Powinnaś się z kimś związać...
-Po co? Facet mi nie jest potrzebny, przecież i tak mam już za dużo mord do wykarmienia...
-Vebrego... Czas pomyśleć nad sprawą zamążpójścia.
-Widać muszę powtórzyć: nie potrzebny mi kolejny pysk do wykarmienia! Głód ściska mój żołądek nie wspominając o mojej sforze! Nikogo nie potrzebuję...
Milczenie zawisa w powietrzu, w którym tryskają iskry, a samo powietrze staje się ciężkie od nadmiaru negatywnych emocji. Nie mogę tego dłużej znieść.
-Wychodzę do Eselenii, wrócę wieczorem.
Szybkim krokiem wychodzę. Staję na kamiennym moście. Nade mną i pode mną znajdują się inne domy i mieszkania wykute w skale. Każda ściana łączy się skalnymi mostami, którym przechadzają się elfy. Jedni nikną w ciemnych korytarzach inni w jasnych mieszkaniach. Po skałach spływają fale bluszczu tworząc szmaragdowe kaskady. Lomier to jedno z najpiękniejszych elfich miast. Udaję się do jego zachodniej części.
-Witaj Vebrego!
-Już z powrotem?
-Wróciłaś?
-Kiedy?
-Gdzie bywałaś?
Dookoła słyszę przyjazne głosy elfów. Jedni uśmiechają się, inni niepewnie przyglądają mi się, a jeszcze inni lekko schylają się na mój widok. Odpowiadam zwyczajnie, tak jak odparłam Teronii, że byłam w górach. Zachodnia część Lomier wychodzi na świeże powietrze. Mosty kończą się tu i rozpoczyna się Złoty Bór nazwany tak od wielkich drzew, których kora lśniła złotym połyskiem. Mieszkania mieszczą się w pniach owych drzew. Wchodzę schodami zrobionymi z lin na jedno z drzew. Staję na platformie przed drzwiami. Delikatnie stukam i czekam. Słyszę wesołe głosy i tupot stóp. Drzwi uchylają się nieco.
-Wejdź Vebrego, wejdź!
Wkraczam do obszernego mieszkania. Naprzeciwko znajduje się okno przez, które wpada snop światła. Po drewnianych ścianach spływają pnącza qeinti - rośliny o pomarańczowo-zielonych liściach, które słodko pachną pod koniec lata. Rozglądam się po domu. Na podłodze leży młoda elfka z rozczochranymi włosami i rozbawionymi oczami. Obok niej śmieje się mała dziewczynka. Pod stołem turla się chłopiec i jakaś kudłata kulka, chyba sierści.
-Eselenia, co ty robisz?!
Elfka podnosi się na nogi i poprawia włosy. Mała dziewczynka na mój widok nieruchomieje i cofa się pod ścianę. Chłopczyk zrzuca z siebie puszystą kulkę i staje obok siostrzyczki. Eselenia odgarnia niesforny kosmyk z oczu i bierze głęboki wdech.
-Wybacz Vebrego moje zachowanie, ale...
Mokry, szorstki język przejeżdża po mojej dłoni. Spoglądam w dół. Wilcze szczenię opiera się przednimi łapami o moją nogę. Wtula srebrny pyszczek w moją dłoń. domagając się pieszczot. Piękny wilczek.
-Grenilla się oszczeniła? Kiedy?
-5 dni temu, gdy 3 Złote Księżyce stanęły w pełni...
-To młoda wilczyca, prawda?
-Skąd wiedziałaś?
-Jej imię to Nilla, zdrobnienie od imienia matki...
-Ale skąd...?
-Oczy są lustrem duszy, widać w nich wszystko...
-No tak, zapomniałam...
Nilla mruga ciemnymi oczkami i schyla łeb pod dotykiem moich palców. Chłopczyk wysuwa się naprzód i podchodzi bliżej Eselenii. Dziewczynka za to nadal stoi nieruchomo pod ścianą mierząc mnie nieufnym spojrzeniem. Przyjaciółka przywołuje ją ruchem ręki, ona jednak ani drgnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz