środa, 9 kwietnia 2014

Księga  I  
Stronica I   "Ten świat"


Kim jestem?
Skąd pochodzę?
Kim byli moi rodzice?
Jaka jestem?
Jak jestem postrzegana?
Pytania... Męczą każdego, w tym mnie. Nocami krzyczą najgłośniej, bo wiedzą, że w ciszy słychać je najgłośniej...
Wpatruję się w 3 księżyce. Każdy zna swoje pochodzenie, wiek, rodzinę... A ja? Ja nic nie wiem na ten temat... Lubię księżyce lśniące złotym blaskiem zwieszone na czarnym ornamencie nieba usianego gwiazdami. Można powiedzieć, że jestem podobna do nich - tajemnicza, cicha, zdana na swój los. A więc kim tak naprawdę jestem? Wyglądam jak elf, czuję się elfem, w moich żyłach płynie jedyna w swoim rodzaju krew elfów, ale... Gdzieś tam, w najmroczniejszym zakamarku mojej duszy, drzemie zupełnie odmienne stworzenie. Postać, którą każdy kojarzy, każdy zna, każdy mieszkaniec Lomier widział choć raz... Z drugiej strony jestem...
-Vebrego? Jesteś tu?
-Sedugin?
Wysoki elf wyłania się zza skały, która błyszczy srebrnym blaskiem. Jest stosunkowo młody jak na swój elfi wiek. Długie, śnieżnobiałe włosy skrzą się w ciemności nocy. Szare oczy lustrują mnie od stóp do głów. Odkłada kołczan i staje obok mnie.
-Verina dziś w pełni, Misutti w drugiej fazie, a Lopedo w czwartej...
-Jak sądzisz, kiedy nastąpi kolejny Wieniec 3 Księżyców?
-Nie mam pojęcia... Zawsze przypada inaczej...
-Niespecjalnie mi się do niego spieszy...
Za każdym razem, gdy księżyce stają jako złote tarcze na niebie, ja przeobrażam się w stworzenie z pozoru nieśmiałe i ciekawe... Pozory mylą...
-Niektórzy zaczęli się o ciebie poważnie niepokoić.
Elf położył nacisk na słowo "niektórzy" abym wyrwała się z rozmyślań i domyśliła się o kogo chodzi. Skinęłam głową na znak, że rozumiem. 
Sedugin szuka moich dwukolorowych oczu. Tak, mam dwukolorowe oczy. Jedna ze źrenic jest niebieska niczym toń w Mglistej Zatoce, a druga szara jak Lawendowa Góra. Z każdym dniem zmieniają swoją barwę.
-Łucznicy nadal wałęsają się po Pustkowiu Genesis?
Elf z lekkim niepokojem wypisanym na twarzy mruży szare oczy.
-Widziałam ich w zachodniej części Belonnu.
-Nigdy nie zapuszczali się w te strony. Sądzisz, że Avgord coś knuje?
-On zawsze coś knuje. Jest jeszcze coś co mnie niepokoi. 
-Słucham.
-Ostatnio wcale nie widuję smoczych jeźdźców. Niepokoi mnie fakt, że tak nagle zniknęli.
-Było ich całkiem sporo, nie mogli tak wszyscy zniknąć.
-Widać mogli. Przeszukaj góry, jaskinie, doliny, zatoki skoro mi nie wierzysz-nigdzie ich nie znajdziesz.
-Avgord coś szykuje. Lepiej uważaj Vebrego.
Lekki wietrzyk igra w moich włosach zrzucając ciemne kosmyki włosów na oczy. Przymykam powieki i odpływam w sen. Nagle zdaję sobie sprawę, że nie spałam od kilku dni.
Zjawia się Pani Snu. Tak piękna iż żadne słowa nie są w stanie określić jej urody. Nie widziałam jej kilka dni.
-Vebrego zaznaj spokoju mgły i niebios...
Odzywa się swoim miękkim głosem, który otacza mnie niczym puszysta kołderka. Delikatnymi palcami muska moją twarz odprężają napięte mięśnie. Kładzie głowę obok mnie szeptając te same słowa co za każdym razem:
-Daję ci magię snu, abyś oderwała się na chwilę od świata...
Po tych słowach ściska krwistoczerwoną różę w dłoni, a ja wkraczam do słodkiej krainy niewinnego snu...


Błysk krwi. Szczęk oręża. Świst strzał. Krzyki. Wrzaski. Smród spalenizny. Trzask płomieni. Huk morza. Jęki umierających. Niekończący się ból. Nienawiść w żywym ciele... Widzę jedynie cienki zarys tego wszystkiego jednak wyczuwam pozostałe rzeczy innymi zmysłami. Piekło... Wyraźnie widzę jedynie Wszechświat, który ze smutkiem oddaje magiczne naszyjniki, w których drzemie moc władania naszym światem... Ciemność chichocze złowieszczo niknąc w wiecznym ogniu, który ogarnia wszystko na zawsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz