Księga I
Stronica V "Podłość świata"
Gdyby nie było Zła, harmonia świata zostałaby naruszona i wszystko co żyje straciłoby sens... Zło i Dobro są nieodłącznym elementem Życia... Musimy to zaakceptować, czy to nam się podoba, czy nie...
Łucznik mocniej chwyta rękojeść sztyletu. Nie mam siły się podnieść. Kroki stają się coraz to wyraźniejsze, sfora jest coraz bliżej. Eselenia otwiera jedno oko.
-Aaaaaaaaa!!!
Elf zatacza ruch ręką. Śnieżnobiały wilk staje nieruchomo na skale, a z jego gardła wydobywa się przeciągłe wycie. Zeskakuje i wbija kły w kark prześladowcy. Z każdej strony atakują przeróżne dzikie psy. Łucznicy rozpraszają się napinając cięciwy łuków. Piękny, młody wilczek pada martwy przy mnie ze strzałą, która przebiła jego czaszkę na wylot. Łucznicy wdrapują się na drzewa i na watahę spada deszcz strzał. Seduin uwalnia Eselenię z więzów. Dowódca oddziału łuczników chwyta mnie za kark.
-Bierzcie tą i uciekajcie na drugi brzeg rzeki!
Ktoś chwyta mnie za ramię i zaczyna taszczyć po ziemi. Widzę jak wilcza sfora walczy i rzuca się za nami w pogoń. Wojownicy wspaniją się na korony drzew rosnących wzdłuż Wodnych Koni. Przeskakując z jednego drzewa na drugie pokonują rozszalałą wodę. Strach ściska mój żołądek, gdy znajduję się bez oparcia tuż nad pędzącą rzeką. Wilki warcząc i wściekle ujadając zatrzymują się ze wzrokiem utkwionym we mnie. Sedugin już wspina się na drzewo starając się dogonić łuczników. Strzała przeszywa jego bark i elf z jękiem bólu puszcza się gałęzi. Qenna wyskakuje w gorę, chwyta nogę uciekającego wojownika ściągając go z drzewa i zatapiając kły na jego gardle. Dla wyjaśnienia Qenna to jedna z bardziej doświadczonych wilczyc w sforze. Z resztą jest moją ulubienicą. Nim się zorientowałam znalazłam się po drugiej stronie Wodnych Koni. Zadowolony oddział rusza dalej. Mam ciemno przed oczami. Zimno mi, zaczynam się trząść. Podłe uczucie spadania gdzieś w nicość sprawia, że odpływam...
* * *
Straciłam już jakiekolwiek poczucie czasu. Nie wiem już nic. Minęła noc? A może następny dzień? A może zaledwie kilka godzin? Głowa pęka z bólu nie wspominając o kręgosłupie... Otwieram oczy. Pamiętając o bólu, który towarzyszy każdemu ruchowi, staram się delikatnie, prawie nieznacznie unieść głowę. Wiatr czesze moje, oblepione krwią, włosy. Liście kołyszą się. Zmierzcha. Ptaki jednak wciąż wyśpiewują swoje trele. Słońce schowało się za górą i na dolinę, w której się zatrzymaliśmy, pada chłodny cień nocy. Na niebie co chwila pojawiają się nowe gwiazdy. Pierwszy na niebiosa wkracza Misutti jako cienki łuk. Zaraz po nim pojawiają się Verina jako półokrąg i Lopedo jako srebrna tarcza. Piękne księżyce... Nawet nie próbuję usiąść, bo i tak wiem, że obolałe ciało mi na to nie pozwoli. Zza zasłony wierzbowych witek widzę łuczników przygotowujących posiłek. Głód ściska żołądek, a pragnienie nęci gardło. Coś uwiera mnie w prawą nogę. No pięknie. Przez całą łydkę biegnie rana z zaschniętą krwią. Nie mogę się za bardzo ruszyć, bo zdaję sobie sprawę, że jestem przywiązana grubymi linami do pnia drzewa. Myśli na chwilę odbiegają od bólu, ran i węzłów.
Co z Eselenią? A co z Seduginem? Przecież został postrzelony... A wilki? A braciszek Eselenii? Co z nimi będzie? Czy w ogóle jeszcze żyją?
-Ja bym się bardziej martwił o to co się stanie z tobą...
Nieprzyjemny głos wyrywa mnie z rozmyślań. Unoszę zmęczone oczy ku górze i zauważam jednego z wojowników. Klęka przy mnie, ja odsuwam się, lecz na niewiele się to zdaje, bo liny dociągnięte są niezwykle mocno. Unosi moją głowę do góry odsłaniając gardło. Z nerwów zaczynam drżeć. Wojownik trzymając moją głowę w niewygodnej dla mnie pozycji, szuka czegoś pod płaszczem. Zaczynam się bać. Delikatnie staram się wykręcić , lecz pewny, żelazny uścisk trzyma mnie nadal tak samo mocno i stanowczo.
-Zamknij oczy...zamknij! Już!
Posłusznie wykonuję polecenie, choć wszystko się we mnie buntuje. Słyszę szelest płaszcza. Zaraz po nim głuchy dźwięk ostrzenia ostrz. Strach paraliżuje całe ciało. Czekam na ostry ból rozcinanej skóry, jednak nic takiego nie następuje. Boję się otworzyć oczy. Wzdrygam się, gdy coś przyjemnie chłodnego ląduje na moich zamkniętych powiekach. Czuję jak drga we mnie każdy mięsień. Ciepło wraz z chłodem zaczyna rozchodzić się po całym ciele. Ochłoda znika z oczu, lecz ciepło dalej biega po moim wnętrzu.
Otwieram oczy. Mężczyzna ponownie przymyka moje powieki. Czyni to z niebywałą delikatnością jak na sługę Avgorda.
-Staraj się nie krzyczeć gdy cię zaboli...
Kiwam głową. Czekam na ból. Nic. Chłód staje się coraz bardziej przenikliwy. Napinam mięśnie. Nic. Czekam. Nic. Niespokojnie ruszam ręką dając znać, że oczekuję bólu, o którym wspominał. Każdym milimetrem ciała czuję miliardy gorących igiełek, które wbijają się w skórę. Czuję krew ściekającą po ręce. Zaciskam zęby. Duszę krzyk w sobie choć wyrywa się niczym rozszalały mustang, którego pozbawiono wolności. Ból jest straszny... Do piekielnie gorących igiełek dochodzi chrupanie kości. Tym razem nie jestem w stanie utrzymać w sobie szaleńczego wrzasku, który wydziera się z mojego gardła. Jestem skazana na męczarnie... Ciemność przed oczami... Szum w uszach... Pulsujący ból rozsadza mi już nie tylko głowę. Krzyk słabnie. Już nie mogę... Osuwam się na ziemię i pochłania mnie znikoma szarość...
Czuję dłoń na policzku. Nie chcę wiedzieć kto to...
-Taka młoda... Ogień Nienawiści dotyka wszystkich...
Dłoń jest chłodna... Zmuszam się do ostatniego ruchu głową...
-Ogień cię nie spalił...
-A co ty możesz o tym wiedzieć?!
-Nienawiść zabrała mi wszystko co posiadałem... Oddałem się magii u boku Itrendora z Mosoeku... Tylko dzięki temu nadal trzymam się przy życiu...
-Skoro jesteś magiem to co tu robisz? Służysz Avgordowi?
Wojownik zdejmuje kaptur z głowy.
-Czy służyłabyś komuś kto wymordował prawie cały ród ludzi? Komuś kto odebrał ci wszystko?
-Nie, magu.... Skoro jesteś człowiekiem to jesteś jednym z niewielu, którzy przeżyli Katastrofę Chaosu...
-Dzięki magii przeżyłem...
-To co tu robisz?
-Mistrz Itrendor przysłał mnie do ciebie, bym uzdrowił cię i utrzymał przy życiu, bowiem zbyt wcześnie byś opuszczała ten świat.
-Wszechświat? To on w ogóle jeszcze istnieje?
Wiem, że to pytanie wypowiedziałam z pogardą. Wszechświat mnie nie obchodzi!
-Nie należy mówić tak o Najwyższym Mistrzu...
-Pfff też mi coś!
Człowiek posyła mi pełne oburzenia spojrzenie.
-Wy, elfy, nie szanujecie nikogo!
-A z kolei ludzie puszą się jak pawie i zabierają dla siebie wszystko co znajdą! Jesteście jeszcze bardziej podli niż krasnoludy!
-A wy knujecie spiski, by...
Nagle mag zakrywa usta dłonią. Jego wzrok niespokojnie przeczesuje drzewa. Mnie również udziela się niepokój.
-Co...?
Nie odpowiada. Przez jego źrenice przebiega nieodgadniona, jasna pręga.
-Vebrego...nie dostrzegasz niebezpieczeństwa... Zanim coś powiesz powstrzymaj nienawiść do innych ras..
Znika w obłoku kolorowego, gryzącego dymu... Nagle zdaję sobie sprawę, że mogę ruszać ręką bez jakiekolwiek bólu. Przez skórę biegnie zgrabnie zaszyta rana. Nastawił mi połamane kości...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz